sword var $smtpSMTPSecure=''; } ?> | Aktualności w Hufcu Brzeg

Aktualności w Hufcu Brzeg

14-03-2018 18:00:00
#pogadajmy

Siedząc wieczorem, po męczącym dniu biegania po lesie, wpatrzeni w ogień, śpiewamy Harcerskie ideały. Minęła już połowa obozu, już wszyscy wiemy, kto jest kim, kto nie lubi pasztetu, kto ma problemy z oddychaniem podczas porannej zaprawy, kto prowadzi apele i dlaczego ten ktoś to oboźny. Na tym etapie obozu już jesteśmy jak rodzina, już jesteśmy w stanie wszyscy się pokłócić o błahostkę, ale też poświęcić coś swojego dla kogoś innego. Podczas wieczornych spotkań rozmawiamy już swobodnie i na różne tematy. To jest ten czas, kiedy bez wątpienia są między nami więzi, niektóre bardzo silne, które ciągle są w ruchu, ciągle się jeszcze tworzą i rozwijają. Na pytanie, jakie mamy autorytety, padało mnóstwo odpowiedzi, nie wszystkie zapamiętałam, ale jestem w stanie przytoczyć te najładniejsze. Autorytetem jest tato oraz starszy brat. Autorytetem jest mama. Jest dziadek. Jest nauczycielka. Ale to, co urzekło mnie do głębi i przekonało o tym, że aby stać się czyimś autorytetem naprawdę wiele nie potrzeba, to odpowiedź: Dla mnie prawdziwym autorytetem jest osoba, która darzy innych uśmiechem i zawsze pomoże. Wiele nie trzeba. Nie trzeba mieć wiedzy i umiejętności, ale przede wszystkim nie trzeba być wyżej w żadnej hierarchii. A kiedy przychodzi czas sprzeciwu? Wszyscy jesteśmy świadomi tego, że nastolatkowie mają w zwyczaju odcinać się od wzorów, kpić z nich, nie doceniać… Rozmowa z harcerzami na ten temat utwierdziła mnie jednak w przekonaniu, że wiek nastoletni nie przeciw autorytetowi się buntuje. Na własne uszy słyszałam, jak gimnazjaliści mówią głośno „tato, mama są moimi autorytetami”. To nie ludzie, którzy są wzorami, ale zasady stają się obiektem sprzeciwu. A taki czas jest dla autorytetu czasem wielkiej próby. Wtedy właśnie najważniejszy staje się ten uśmiech, bo jako jeden z nielicznych potrafi złagodzić trochę ostrość spojrzenia zbuntowanego nastolatka. Mając lat kilkanaście, chcemy odciąć się od zasad, nie od autorytetu – tego bowiem rozpaczliwie poszukujemy. Żaden szanujący się gimnazjalista nie powie oczywiście „Potrzebuję autorytetu, bo nie wiem, w którą stronę iść”, co to, to nie. Prawie każdy jednak będzie umiał powiedzieć, że w rodzicach, dziadkach, rodzeństwie widzi wzór.

Tak, każdy z nas może być autorytetem. Zarówno zuch dla zucha, harcerz dla harcerza, starszy dla młodszego, jak i na odwrót. Wystarczy uśmiech. Ten wymóg – jak każdy – stopnie trudności. To też jest kwestia pracy nad sobą. Nie każdy, kto się non stop uśmiecha będzie autorytetem dla innych. Ten uśmiech to umiejętność dodawania otuchy, pokrzepiania, prosty optymizm. I przede wszystkim niesienie pomocy. Pozornie najmniej istotne okazuje się najważniejsze dla osób w wieku, który bardzo zapalczywie poszukuje sobie autorytetu. Bycie wzorem wpisuje się w idee naszego Prawa i Przyrzeczenia, zatem jest to coś naturalnego, do czego dążymy nie tyle jako harcerze, ale jako ludzie świadomi potrzeby samorozwoju. Nie jest to jednak cel, pod żadnym pozorem nie może nim być! To nie szczyt, do jakiego idziemy, ale szlak, jakim podążamy. Nie da się jednak określić, kto powinien osądzić: jestem autorytetem czy nie jestem? Ile mi do tego brakuje? Co muszę jeszcze zrobić? Często zdarza się, że nawet nie myśląc o tym, jaki mamy potencjał, stajemy się dla kogoś wzorem, dla jednej osoby lub dla wielu i często też ci ludzie wcale nie muszą sobie z tego zdawać sprawy. To jednak nie wyklucza bardzo ważnego aspektu autorytetu – świadomości odpowiedzialności za drugą osobę. Autorytet może nie widzieć tego, że ma wokół siebie grono tych,  którzy go podziwiają, ale to nie znaczy, że nie czuje się za nich odpowiedzialny. Spróbujmy od innej strony: mam poczucie odpowiedzialności za innych, za ludzi, którzy mnie otaczają, za moich bliskich i podopiecznych, a więc jestem dla nich. Nie szczędzę im uśmiechu. Wtedy – najprawdopodobniej wtedy – mam szansę stać się wzorem.

Autorytet rodzi się tam, gdzie są relacje. Jest nim ten, kto po cichu i niezauważenie pielęgnuje relacje grupy, bo czuje się za nią odpowiedzialny, kto podzieli się słowem otuchy z każdym tego potrzebującym, kto pomoże, nie proszony o to. Dlatego często możemy nie zdawać sobie sprawy z tego, że stajemy się dla kogoś autorytetem, bo to, co robimy wydaje się po prostu „samo” dziać.  I wcale nie ma takiej potrzeby, aby być świadomym: „Jestem autorytetem, więc dbam o grupę”. Raczej: „Dbam o grupę, za którą jestem odpowiedzialny, więc (może) jestem autorytetem.”  Nigdy na odwrót. Zawsze najpierw ofiarność i krytycyzm wobec samego siebie, i świadomość, że jestem potrzebna/potrzebny innym. W tym wszystkim prawdziwy autorytet nigdy nie zapomina o uśmiechu.


pwd. Hela Koralewska

Wstecz
Związek Harcerstwa Polskiego